poniedziałek, 30 marca 2009

Obsesja głębi

Pewna młoda kobieta ze Stuttgartu, która pięknie rysowała, przy okazji swej pierwszej wystawy usłyszała od krytyka, niemającego nic złego na myśli i gotowego ją promować, następujące słowa: "Te prace świadczą o zdolnościach i przemawiają, ale nie ma pani jeszcze dosyć głębi".

Młoda kobieta nie zrozumiała, co krytyk miał na myśli, i wkrótce zapomniała o jego uwadze. Ale w dwa dni poźniej w gazecie zamieszczono recenzję tego krytyka, a w recenzji można było przeczytać: " Młoda artystka posiada sporo talentu, a jej prace na pierwszy rzut oka bardzo się podobają; niestety jednak brak im głębi".

Młoda kobieta zaczęła się zastanawiać. Oglądała swoje rysunki i grzebała w starych teczkach. Przyjrzała się wszystkim rysnkom, także tym, nad którymi akurat pracowała. Potem zakręciła flaszeczki z tuszem, wytarła piórka i poszła na spacer.

Tego wieczoru była zaproszona na przyjęcie. Wyglądało, że ludzie nauczyli się krytyki na pamięć i wciąz mówili o sporym talencie oraz o tym, jak bardzo obrazy podobają się juz na pierwszy rzut oka. Ale z półsłówek rzucanych za jej plecami i przez tych, ktorzy stali odwróceni do niej tyłem, młoda kobieta, gdy tylko wsłuchała się uwaznie, mogła wyłowić: "Nie ma w ogóle głębi. Otóz to. Nie jest zła, ale niestety nie ma głębi".

Przez cały następny tydzień młoda kobieta nic nie narysowała. Siedziała bez słowa w swoim mieszkaniu, dumała, a w głowie miała wciąz tylko tę jedną myśl, która jak ośmiornica z głębiny morskiej oplotła i zdławiła wszystkie inne myśli: "Dlaczego nie mam w ogóle głębi?"

Drugiego tygodnia spróbowała znowu zabrać się do rysowania, ale nie wyszła poza niezdarne szkice. Czasem nie udawało jej się nawet rzucić na papier jednej kreski. Na koniec rozdygotała się do tego stopnia, ze nie mogła zanurzyć piórka w butelce z tuszem. Wtedy wybuchnęła płaczem i zawołała: "Tak, to prawda, nie mam w ogóle głębi!"

Na trzeci tydzień zaczęłą przeglądac albumy, studiować dzieła innych rysowników, przemierzać galerie i muzea. Wstąpiła do galerii i zażądała od sprzedawcy najgłębszej książki, jaką ma na składzie. Otrzymała dzieło niejkiego Wittgensteina i nie wiedziała, co z nią począć.

Na wystawie w muzeum miejskim, "500 lat rysunku w Europie", przyłączyła się do szkolnej wycieczki, oprowadzanej przez pana od wychowania plastycznego. Nagle, przy jednej z rycin Leonarda da Vinci, podeszła i zapytała: "Przepraszam - mógłby mi pan powiedzieć, czy ten rysunek ma głębię?" Pan od wychowania plastycznego wyszczerzył zęby i powiedział: "Chce pani ze mnie robić wariata? To się pani za poźno obudziła!", a klasa ryknęła śmiechem. Młoda kobieta zaś poszła do domu i gorzko zapłakała.

Odtąd dziwaczała coraz bardziej. Prawie nie opuszczała pracowni, a przeciez pracowć nie mogła. Brała pigułki, zeby nie zasnąć, chociaz nie wiedziała, po co właściwie ma czuwać. A kiedy ogarniało ją zmęczenie, usypiała w fotelu, bojąc się iść do łózka ze strachu przed głębią snu. Zaczęła tez pić i po całych nocach paliła światło. Nie rysowała juz. kiedy zadzwonił marszand z Berlina i prosił o kilka rysunków, krzyknęła w słuchawkę: "Niech mi pan da spokój! Nie mam w ogóle głębi!" Od czasu do czasu brała plastelinę, ale nie lepiła nic określonego. Zanurzała w niej tylko czubki palców albo ugniatała małe kluseczki. Zaniedbała się zewnętrznie. Przestała zwazać na ubiór i zapuściła mieszkanie.

Przyjaciele martwili się. Powiadali: "Trzeba się nią zająć. Przezywa kryzys. Albo jest kryzys natury egzystencjalnej, albo artystycznej, albo finansowej. W pierwsym przypadku nic się nie da zrobić, w drugim przypadku musi po prostu przez to przejść, a w trzecim przypadku moglibyśmy się zrzucić, tylko czy to znowu nie sprawi jej przykrość". Totez ograniczono się do zapraszania jej na kolację albo na przyjęcie. Zawsze odmawiała, tłumacząc się, ze musi pracować. Ale nie pracowała nigdy, siedziała tylko w swoim pokoju, gapiła się przed siebie i ugniatała plastelinę.

Pewnego razu doprowadziła się sama do takiej rozpaczy, ze mimo wszystko przyjęła zaproszenie. Młody człowiek, któremu wpadła w oko, chciał ją potem odwieźć do domu, zeby sie z nią przespać. Powiedziała, ze proszę bardzo, bo i on jej się podoba, tylko niech się przygotuje na to, ze ona nie ma w ogóle głębi. To skłoniło młodego człowieka do zachowania rezerwy.

Młoda obieta, która kiedyś tak pięnie rysowała, teraz staczała się wyraźnie. Nie wychodziła juz z domu, nikogo nie przyjmowała, wskutek braku ruchu utyła, wskutek alkoholu i pigułek postarzała się przedwcześnie. Mieszkanie zaczęło murszeć, ona sama cuchnęła kwaśno.

Odziedziczyła 30 000 marek. Z tego zyła przez trzy lata. Raz w ciągu tego czasu pojechała do Neapolu, nikt nie wie, w jakich okolicznościach. Zagadnięta, odpowiadała niezrozumiałym bełkotem.

Gdy pieniądze się skończyły, kobieta pocięła i podziurawiła wszystkie swoje rysunki, wjechała na szczyt wiezy telewizyjneji skoczyła w głębię mierzącą 139 metrów. Ale poniewaz tego dnia był silny wiatr, nie roztrzaskała się na wyasfaltowanym placu pod wiezą, tylko zniosło ją przez całty zagon owsa az na skraj lasu, gdzie wylądowała na jodłach. Mimo to zabiła się od razu.

Bulwarowa prasa skwapliwie podchwyciła sprawę. Samobójstwo jako takie, ciekawa trajektornia lotu, fakt, ze chodziło o niegdyś obiecującą artystkę, która jeszcze w dodatku była ładna - wszystko to miało znaczna wartość informacyjną. Stan jej mieszkania przedstawiał się tak katastrofalnie, ze mozna było zrobić malownicze zdjęcia: tysiące opróznionych butelek, wszędzi oznaki ruiny, zniszczone obrazy, na ścianach grudki plasteliny, ba, po kątach nawet ekskrementy! Zaryzykowano drugi nagłówek i jeszcze dodatkową relację na trzeciej stronie.

W dziale kulturalnym wspomniany juz krytyk napisał notkę, w której wyrazał zdumienie, ze młodą kobietę spotkać musiał tak okropny koniec. " Dla nas, pozostałych - pisał - zawsze jest wstrząsem, gdy oto na naszych oczach młody talent nie znajduje sił, by pozostać na scenie. Opieka ze strony państwa i prywatna inicjatywa nie moga wystarczyć w sytuacji, gdy trzeba przede wszystkim pochylić się nad człowiekiem i okazać zrozumienie artyście. Wszak zapowiedź owego tragicznego końca zdaje się tkwić ostatecznie w sferze tego, co indywidualne. Albowiem czy juz z jej pierwszych, na pozór jeszcze naiwnych prac nie wyziera owo przerazające rozdarcie, widoczne w arbitralnej, uzyte w słuzbie przesłania technice mieszanej, ów zwrócony ku wewnątrz spiralnie drązący i zarazem naznaczony wysokim potencjałem emotywnym, najwyraźniej daremny bunt stworzenia przeciwko własnej jaźni? Owa fatalna, chciałoby się niemal rzec: bezlitosna obsesja głębi?"

[Patrick Sueskind, "Kontrabasista i inne utwory"]

PS: Dziękuję M. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Opcja 'komentarze anonimowe' po co jest - każdy wie. Jeśli jednak komentarz będzie obraźliwy lub po prostu głupi (typu "ale to głupie")zostanie usunięty. Obraźliwy nie znaczy niezgodny z poglądami autorki ;)
Zachęcam do podpisywania się - będzie mi łatwiej odnosić się do komentarzy.