czwartek, 25 czerwca 2009

1 września

Dziś 1 dzień września. Jest wciąż ciepło, ale pada. W powietrzu wisi charakterystyczne przygnębienie spowodowane końcem wakacji pomieszane z podekscytowaniem - w końcu minęły 2 miesiące bez koleżanek i kolegów. Ciekawe kto obciął włosy, kto jest najbardziej opalony i która dziewczyna wystąpi na wrześniowym apelu w niemodnych warkoczykach rodem z Barbados.

Wszystkie zeszyty mają piękne, czyste kartki. Niedługo pierwsze strony wypełnią się starannym pismem, a dalej będą już normalne, poświąteczne bazgroły. Nowe linijki, cyrkle, gumki, kredki. Nigdzie nie można było dostać ćwiczeń do biologii - trzeba będzie na początku wziąć stare od brata, wymazać gumką wpisy w lukach i ponosić póki nie znajdą się w księgarni nowe.

Wkrótce zaczną spadać liście. Za 3 tygodniu posypią się pierwsze kartkówki, a z nimi pierwsze jedynki i dwóje. Na plastyce będą kasztany i plastelina...

to dopiero czerwiec... a nie wygląda...

środa, 24 czerwca 2009

Któryś z kręgów

Byłam dzisiaj w piekle. Nie, to nie żart ani przenośnia. Może to nie było samo piekło, ale na pewno przedsionek do niego.

Serce nagle przestało bić; poczułam, że coś mnie wciąga. Nie było błogo ani przyjemnie, a poczucie ukojenia diabli wzięli. Zassała mnie gęsta mgła. I w tej mgle szarpały mną dwa gęste kłęby dymu.

Jedyne, co przyszło mi do głowy, to "Panie Boże zlituj się i zbaw mnie"...

Coś mnie "wypluło". Otworzyłam oczy. Więc tak to jest umierać?

sobota, 20 czerwca 2009

Debiut

Oto i one :) moje pierwsze zdjęcia [świętokradczy link poniżej]. Ktoś tu zaraz powie, że pstrykanie to teraz takie mainstreamowe i że woli underground ;). Mój Drogi - bądź wyrozumiały, to mnie relaksuje :) - każdy ma swojego pokera :).

Niebieskie drzewo uważam za świetną konkurencję dla okropnej warszawskiej palmy ;P

Natka Boska

piątek, 19 czerwca 2009

Prostego uczucia wyimaginowanego i jednostronnego etapów kilka

Etap 1: zazdrość

"Myślałem ze jesteś osobą z charakterem ktura wie co kiedy i z kim a nie zwykłe pocieradło clubowe. Bronilem Ci przed kolegami ktuży wyzywali Cie od czarnych pał, kluchy w trampkach, ale dzisiaj pokazałaś co to Ty! Musze przeprosić kumpli. Zycze szczęścia w życiu gdz myśle ze w głębi duszy jesteś wartościnwą i piekną osobą :( ".

Etap 2: skrucha

"Przepraszam, uwierz mnie, ale nie maczałem w tym palcy prubowałem Ci tłumaczyć ale ty jesteś zbyt zarozumiała aby zrozumieć :( "

"Sory wim ze okazałem sie zwyklym frajerem chcąc nazucić Tobie swoje zasady moralne, ale przypominałaś mnie osobe ktura jest i zostanie dla mnie w sercu wielką milością. Poza tym koledzy się ze mnie śmieją ze jestem starej daty i nie rozumiem wyścigów szczurów i ze sex jest majważniejszy, ale nie dla mnie. Jestem stary, głupi krzywdząc Cie, ale myśle że szkoda Cie dla tego ćpuna ktury chwilę puźniej obgryzał uszka następnej przy ogrudku nowo otwieranym, zasługujesz na coś lepszego i na boga szanuj sie prosze Cie :( "

Etap 3: wyrzuty sumienia

"Dowiedziałem sie od W., że M. cały tydzień mu dupe truł czy może Cie zwolnić. Ciekaw jestem dlaczego, ale ja sie dowiem. Mam kaca moralnego tą sytuacją. W innym wypadku dostał bym chyba szału dowaidując sie że Cie zwolnił. Janek muwił że M. sie obawiał mojej reakcji. Jeszcz raz przepraszam za moje zachowanie, życze Ci abyś znalazła szczęścia! W kaydej chwili jestem dla Ciebie po drugiej stronie sygnału :( "

"Byłaś na rozmowie kwalifikacyjnej u S. na temat pracy na selekcji? Mogłaś mnie o tym powiedzieć inaczej bysmy to rozegrali i pewnie byś tą robote mniała, a napewno byś nie straciła tej. Daj sobie nieraz pomuc, bez żadnych zobowiązań uwież! :( "

Etap 4: próba... hmm...no czego?

"Jest nowa selekcjonerka. Figurą przyznam zgrabniejsza, ale tważ inteligencją i znajomość języków to co najmniej 3 klasy w tyle. I tępa do pracy. Nie wszystko złoto co sie świeci. A ja mam na nią krutko mówiąc wyjebane :( "

PS: pisownia absolutnie oryginalna. Momentami też nie wiem o co chodzi...w sumie to w ogóle nie wiem o co chodzi ;) Najbardziej lubię fragment z obgryzaniem uszek, chociaż mięsa nie jem ;)

sobota, 13 czerwca 2009

Kipi

Tak - jest taka wieś w Estonii i jakiś skośnooki rozebrany królik. Ale nie o to Kipi chodzi.

Bo we mnie siedzi Kipi. Kipi sprawia, że mam ochote pokłócić się z kimś i sprawić przykrość. Kipi odzywa się, bo ktoś nie oddał mi ukochanych okularów, bo pół-znajomy nie odezwał się do mnie w pociągu, bo pada deszcze, bo nie chce, a musze, etc...

Kipi we mnie kipi...

wtorek, 9 czerwca 2009

Dramat w ćwierćakcie

- Czy mógłbyś mi powiedzieć, że mnie kochasz, nawet jeśli to wciąż i tylko kłamstwo?
- Miła moja, ależ to byłoby kłamstwo!
- Tak. Chciałabym jednak pochwalić się przyjaciółkom. Poproszę.
- Dobrze. Kocham Cię zatem.
- Poproszę bez "zatem".
- Kocham Cię.
- Oj nie kłam! Daj spokój!
- ...

Konsternacja. Oklaski. Kurtyna.

Mudiwa i OFE

Otworzyła usta i smuga szarego dymu buchnęła z nonszalancką lekkością. Przechyliła kieliszek z winem [tylko ona wiedziała, że należy go trzymać za nóżkę, a nie czaszę] i jęła kontynuować.
- Wiecie, to niesamowite; ten wiatr we włosach, zapach skóry. I te spojrzenia facetów, kiedy zdejmujesz kask. Mówię wam - absolutnie bezcenne. Zaciągnęła się papierosem błyskając jednocześnie świeżo wybielonym uzębieniem.

Towarzystwo przyglądało się ze znakiem zapytania w nic nie rozumiejącym spojrzeniu i chyba miało ją za nieudacznika, w najlepszym wypadku niegroźną wariatkę.

Ostatnia ze szkolnych koleżanek wyszła za mąż 5 miesięcy temu i właśnie dumnie prezentowała piłkę pod obcisłą sukienką. Czy przejmowała się wyłażącym dodatkowo cellulitem? - Raczej nie; biedna.

- Kupiłam u dealera, 1,5 roku temu. Dziwne wiecie - największy problem był z kolorem. Chciałam czarny, a nie mieli. Kazali czekać i zrobili na zamówienie. Kij w to, ile pali. W końcu raz się żyje.
Znajomi z liceum spoglądali na siebie porozumiewawczo. Za każdym razem, gdy ktoś podejmował temat dzieci i rodziny w ogóle, Ta zaczynała wywody o sprzęcie swoim motorowym i całym wokół niego zamieszaniu.

Poza tym, że DużeMiastoWKtórymMieszka już ją nudzi, że ludzie to buraki, że praca daje w kość i gdyby nie ona, gazeta dawno by padła, że faceci to świnie, a dzieci zbędny balast.

Ta przechylała kieliszek za kieliszkiem, a za kompana miała PrzyjaciółkęSwąJedyną w czasach liceum poznaną.
- Tak tak, matura to już 10 lat naszej historii - wzdychała PrzyjaciółkaJejJedyna i udawała, że wcale nie ma własnego gabinetu terapeutycznego, fantastycznego faceta, genialnego dziecka, domku na prerii, stadniny koni i miliona wiz i innych pieczątek w paszporcie. To się właśnie nazywa przyjaźń.

Oprócz tego był jeszcze PrzyjacielJejPrawnikAdministratywista, który sobie jedynie znanym sposobem potrafił jak zwykle dać poczucie, że nie jest beznadziejna. Doza troski, którą Tę otaczał była jakby oczywista [zawsze się troszczył], jednak biorąc pod uwagę fakt, że zostawił w kenijskiej placówce dyplomatycznej, której był szefem i ukochanym dowódcą, hebanową żonę swą - Mudiwę, miał lekkie wyrzuty sumienia.

Ta z kolei mętnym już wzrokiem spojrzała na swój dizajnerski - jednak nie przypałowy - garnitur damski marki DrogoISzykownie i stwierdziła obecność plam po winie i sałatce wege. "Cholera, chyba się wstawiłam" - pomyślała i z gracją opuściła aulę swego sprzed dziesięciu lat liceum udając się w stronę toalety.

Towarzystwo z ulgą wróciło do tematu dzieci, remontów i otwartych funduszy emerytalnych.

Ta zasnęła pod klasą znienawidzonego matematyka, pod którą niegdyś ucinała sobie posprawdzianowe, regenerujące drzemki. Już wtedy miała z głową na bakier.
Była stara [29!], bogata i upierdliwa.

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Dla wegetarian


Bierzemy cztery nieduże, zielone jabłka [mogą być z przeceny w Almie]. Odkładamy na kilka dni, aby pięknie pokryły się kurzem. Nie myjemy. Nie kroimy. Nic nie robimy. Wrzucamy na patelnię uprzednio ubabraną olejem z suszonych pomidorów i bazyliowym pesto. Nachylamy się z aparatem. Pstrykamy. Smacznego ;)

niedziela, 7 czerwca 2009

Pozdrowienia z Trójmiasta

Chyba to muszę lubić. Gdy ktoś włazi mi z buciorami, zupełnie bez pytania, ja zamiast wypieprzyć buty i właściciela za drzwi, grzecznie zamiatam piasek i ustawiam obuwie elegancko w przedpokoju.

Ja zawsze wszystko rozumiem i zawsze wybaczam. Głaszcze po płaskich główkach i trzymam za koślawe rączki. Aż sama dostaje reumatycznego bólu okołoklatkowopiersiowego.

Chętnie zapadnę na chorobę pt. "Mam to w dupie".

sobota, 6 czerwca 2009

Wyjazd z misją

Dzieciaki z zielonej szkoły władowały się tłumnie do pociągu. Wcisnął się do załadowanego przedziału i On. Konduktor gwizdnął i cała maszyneria ruszyła z mozołem..."i kręci się kręci się koło za kołem"...

Sześć lekko czerstwych bułek, opakowanie po szynce włoskiej, materac na podłodze, nienaruszony słoiczek zielonych oliwek i niedokończona paczka hallsów - tyle zostało. Aaaa - i jeszcze mięsień sercowy jakoś gwałtownie się rozrósł. Wszystko ozdobione wytarzanymi w wilgotnej trawie wspomnieniami niecałych czterech dni.

W pracy byłam zbyt miła i wpuściłam za dużo nienadających się do wpuszczenia osób - niech poznają chamskie serce ;).

Ja zgłupiałam, a On nie zmądrzał.

Niedługo pojadę na wycieczkę. Zawiozę mu te hallsy.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Byle do 8.00...

Po 4.00 zaznałam poduszki. Do tego twardych sprężyn i zimnych stóp - własnych. Kilka razy na prawym, kilka na lewym, nawet na plecach było - i już wiedziałam ze guzik z tego wyjdzie. Trzy razy potknęłam się o krzesło, po czym dobrnęłam do klamki. Na dworze świtało. W łazience obejrzałam twarz - piękne sińce, półprzytomny i zupełnie nieinteligentny wyraz twarzy potwierdził utrapienie.

Wyrok był spodziewany, choć niesprawiedliwy - noc bez snu. Może przyczynił się do tego poza dzienny tryb pracy, a może promieniowanie ultrakomórkowe.
W kuchni czas ma swoje tempo. Do 5.00 była kawa i kanapka z pomidorem. Potem mocniejsze środki. Odurzenie lakierem do paznokci nie jest halucynogenne. Odurzenie zmywaczem do lakieru tez nie. Z samego rana jedno i drugie w nadmiarze powoduje mdłości.

Sklep otwierają o 8.00. Czas na frytki i gazetę.

Stany

Stan aktualny: 1.

Stan pożądany: 2.. bądź więcej..może być 2 plus 2 w 1..