wtorek, 9 czerwca 2009

Mudiwa i OFE

Otworzyła usta i smuga szarego dymu buchnęła z nonszalancką lekkością. Przechyliła kieliszek z winem [tylko ona wiedziała, że należy go trzymać za nóżkę, a nie czaszę] i jęła kontynuować.
- Wiecie, to niesamowite; ten wiatr we włosach, zapach skóry. I te spojrzenia facetów, kiedy zdejmujesz kask. Mówię wam - absolutnie bezcenne. Zaciągnęła się papierosem błyskając jednocześnie świeżo wybielonym uzębieniem.

Towarzystwo przyglądało się ze znakiem zapytania w nic nie rozumiejącym spojrzeniu i chyba miało ją za nieudacznika, w najlepszym wypadku niegroźną wariatkę.

Ostatnia ze szkolnych koleżanek wyszła za mąż 5 miesięcy temu i właśnie dumnie prezentowała piłkę pod obcisłą sukienką. Czy przejmowała się wyłażącym dodatkowo cellulitem? - Raczej nie; biedna.

- Kupiłam u dealera, 1,5 roku temu. Dziwne wiecie - największy problem był z kolorem. Chciałam czarny, a nie mieli. Kazali czekać i zrobili na zamówienie. Kij w to, ile pali. W końcu raz się żyje.
Znajomi z liceum spoglądali na siebie porozumiewawczo. Za każdym razem, gdy ktoś podejmował temat dzieci i rodziny w ogóle, Ta zaczynała wywody o sprzęcie swoim motorowym i całym wokół niego zamieszaniu.

Poza tym, że DużeMiastoWKtórymMieszka już ją nudzi, że ludzie to buraki, że praca daje w kość i gdyby nie ona, gazeta dawno by padła, że faceci to świnie, a dzieci zbędny balast.

Ta przechylała kieliszek za kieliszkiem, a za kompana miała PrzyjaciółkęSwąJedyną w czasach liceum poznaną.
- Tak tak, matura to już 10 lat naszej historii - wzdychała PrzyjaciółkaJejJedyna i udawała, że wcale nie ma własnego gabinetu terapeutycznego, fantastycznego faceta, genialnego dziecka, domku na prerii, stadniny koni i miliona wiz i innych pieczątek w paszporcie. To się właśnie nazywa przyjaźń.

Oprócz tego był jeszcze PrzyjacielJejPrawnikAdministratywista, który sobie jedynie znanym sposobem potrafił jak zwykle dać poczucie, że nie jest beznadziejna. Doza troski, którą Tę otaczał była jakby oczywista [zawsze się troszczył], jednak biorąc pod uwagę fakt, że zostawił w kenijskiej placówce dyplomatycznej, której był szefem i ukochanym dowódcą, hebanową żonę swą - Mudiwę, miał lekkie wyrzuty sumienia.

Ta z kolei mętnym już wzrokiem spojrzała na swój dizajnerski - jednak nie przypałowy - garnitur damski marki DrogoISzykownie i stwierdziła obecność plam po winie i sałatce wege. "Cholera, chyba się wstawiłam" - pomyślała i z gracją opuściła aulę swego sprzed dziesięciu lat liceum udając się w stronę toalety.

Towarzystwo z ulgą wróciło do tematu dzieci, remontów i otwartych funduszy emerytalnych.

Ta zasnęła pod klasą znienawidzonego matematyka, pod którą niegdyś ucinała sobie posprawdzianowe, regenerujące drzemki. Już wtedy miała z głową na bakier.
Była stara [29!], bogata i upierdliwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Opcja 'komentarze anonimowe' po co jest - każdy wie. Jeśli jednak komentarz będzie obraźliwy lub po prostu głupi (typu "ale to głupie")zostanie usunięty. Obraźliwy nie znaczy niezgodny z poglądami autorki ;)
Zachęcam do podpisywania się - będzie mi łatwiej odnosić się do komentarzy.