Na domiar złego okazało się, że musi jutro umrzeć. Jakby mało miała problemów na głowie. Trzeba było wykonać mnóstwo telefonów do rodziny i znajomych, zamówić trumnę, kupić coś przyzwoitego do ubrania. Co za pech. Akurat ona i akurat jutro. Miała czas do 15.00; potem miała położyć się i umrzeć.
Była zła; złość nie była jednak wodzącym uczuciem. Przede wszystkim strach. Bała się tego, że nie zdążyła odpowiednio wcześnie zacząć bycie dobrym człowiekiem. I jeśli okaże się, że jednak coś istnieje po śmierci, to diabli wiedzą, co się z nią stanie. Rodzice byli zaskakująco spokojni - nie chcieli dokładać jej ciężaru. Mama miała czerwone oczy, a tata marszczył brwi i chodził zamyślony.
Następny dzień nadszedł wyjątkowo szybko. 15.00 zbliżała się wielkimi krokami. W niedużej sali czekali już znajomi oraz rodzina. Wszyscy z wyrazem twarzy "szkoda mi Cię, ale dobrze, że to nie ja muszę zaraz umrzeć".
Pociła się ze strachu. Trzęsły jej się ręce. Dławiło przerażenie. Położyła się i czekała. I nic się nie działo. Czyżby to jakaś pomyłka? Głupi żart?
Kiedy tak leżała i wcale nie umierała, zebrani w sali zaczęli się niecierpliwić. Nikt nie wiedział co się stało i dlaczego jednak nie umarła.
Trumnę oddano, goście rozjechali się do domów wściekli, że wzięte urlopy poszły w błoto.
sobota, 18 lipca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Opcja 'komentarze anonimowe' po co jest - każdy wie. Jeśli jednak komentarz będzie obraźliwy lub po prostu głupi (typu "ale to głupie")zostanie usunięty. Obraźliwy nie znaczy niezgodny z poglądami autorki ;)
Zachęcam do podpisywania się - będzie mi łatwiej odnosić się do komentarzy.