Skoro blog o sensie ( a przynajmniej z sensownymi elementami),to o sensie słów kilka.
Mogę naiwnie wierzyć, że naiwna nie jestem; mogę też przyznać szczerze, że jestem naiwna. Naiwnie bowiem wierzę, że "nie ma tego złego...". /Trąci banałem - owszem. Ostatnie jednak absolutnie prywatne odkrycia do takich właśnie banalanych wniosków mnie doprowadziły. A w zasadzie pozwoliły uwierzyć, ze jednak mają sens. I tak samo to, że "czas leczy rany" (długość czasu wprost proporcjonalna do głębokości rany - najczęściej choć niekoniecznie) okazało się tzw. "świętą prawdą"; podobnie jak to, ze jeśli sam nie będziesz się szanował, to inni tym bardziej nie będą tego robili, etc. etc./
Nie o tym jednak chciałam. "Nie ma tego złego...". Właśnie. Płacz i zgrzytanie zębów - tyle zostało mi po Rudym, Prawniku, Marynarzu i Fotografie. Tak przynajmniej myślałam do niedawna.
Rudy: człowiek, który nauczył mnie, jak mówić "przepraszam". Dzięki niemu wiem, że facet bez poczucia humoru jest jak...eee -tzatziki bez czosnku(???) - mdły i wcale nie jak tzatziki - to raczej mizeria ;) a ja jednak wolę tzatziki niż mizerię (chociaż po czosnku boli mnie żołądek.. od śmiechu często też więc jednak porównanie wypada sensownie ;p).
Prawnik: tu już nie było tupania nogą ;) trzeba było usiąść i logicznie wyłożyć swoje "za" i "przeciw" (ehh ci prawnicy). Dodatkowo wiem, jak facet powinien traktować kobietę (Uwaga!-nawet kiedy już z nią nie jest). Dzięki niemu wiem, że kobieta i mężczyzna mogą być team'em, że można sobie ufać bezgranicznie, że można nauczyć się, w którym kierunku jedzie pociąg (hihi) i że w ogóle wszystko można, bo nawet to, co niemożliwe jest wykonalne (impossible but doable). Poza tym wiem, że nie tylko ja mam problemy, że nie tylko ja mam uczucia, z którymi trzeba sie liczyć i w ogóle nie tylko "ja, ja, ja".
Marynarz: pierwszy, który mnie zostawił ;) i dzięki temu nauczyłam się, że to jest do przeżycia i nie taki diabeł straszny :). Nauczył mnie też tego, że i ja potrafię czegoś nauczyć :)
Fotograf: ciężki przypadek; mało materiału do analizowania, a jednak...Z prozy życia: wiem kto to David Lachapelle, jak zrobić świetną kawę z samego rana; wiem kto śpiewa "Don't let me down" i wiem jednocześnie, że on nie miał pojęcia, co te słowa znaczą ;); wiem natomiast, że The Cure to nie tylko dziwny koleś z szopą na głowie, ale pozytywna, dobrze nakręcająca muzyka. Wiem, że w życiu trzeba sobie znaleźć coś, co się kocha robić i wtedy trzeba (!!!) to robić. Wiem też, że do tanga trzeba dwojga - w pojedynke to nie tango. Na siłę nikt nie zatańczy.
czwartek, 12 marca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Opcja 'komentarze anonimowe' po co jest - każdy wie. Jeśli jednak komentarz będzie obraźliwy lub po prostu głupi (typu "ale to głupie")zostanie usunięty. Obraźliwy nie znaczy niezgodny z poglądami autorki ;)
Zachęcam do podpisywania się - będzie mi łatwiej odnosić się do komentarzy.