środa, 11 marca 2009

22.01.2009...

- Będę o 20.00.
- Mieszkam na ul. Ulicznej.
- To do zobaczenia.

- No cześć. Pamiętasz mnie czy nie? Tylko przyznaj się! - uśmiechnięta wsiadła do samochodu i podała mu rękę.
- Jasne. Pamiętam - uścisnął jej dłoń. Nie uwierzyła. Nie pamiętał.

Wyglądał zupełnie inaczej, niż 5 miesięcy temu. Inaczej też się zachowywał. Był przystojniejszy, radośniejszy - wesołe, rozbiegane oczy. Dużo mówiła, żeby zatuszować zdenerwowanie.
- Jesteś głodna? Masz ochotę coś zjeść?
- Niekoniecznie.
- To może coś słodkiego?
Uwielbiała zdecydowanie. Konkret. "To co proponujesz? Gdzie chcesz jechać, co robić? Masz jakiś pomysł?" - to ją ominęło. Chwała Bogu.
Pewny za kierownicą, opanowany. Coś mówił. Słyszała tylko szum w uszach i bicie własnego serca.
Był drobniejszy niż go zapamiętała. Ale świetnie ubrany. W kawiarni pachniało; było niemal pusto. Dwa ciasta. On po przeciwnej stronie stołu. Rozmawiali. Dużo. Nie milczał. To dobrze. Słuchała. Dobrze się go słuchało. Oddał jej swoje ciastko i podjadał z jej talerza. Kawa. Herbata jaśminowa. Jaki facet pije herbatę jaśminową?! Rachunek. Czwartkowy wieczór.

- Mogę Ci pokazać, gdzie pracuję.
- Będziemy oglądać znaczki czy kolekcje płyt? - próbowała go onieśmielić.
Budynek z widokiem na port. Schodami w górę. Duża, surowa hala. Aparaty, tła, rekwizyty, oświetlenie. Schodami w dół.
Oboje mieli czas. Mogli jechać do knajpy albo do niego. Knajpa. Dla niej wino. Dla niego piwo. Dla niej wino. Papierosy. Już jej nie było gorąco. Teraz pot był zimny. Strach? Przed czym? Urojenie.

Ulica Uliczna. Północ.
- Mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy.
- Koniecznie.
Drzwi od samochodu. Bramka. Drzwi, drzwi dwrzi. Była w domu. Szczęśliwa. SMS. "Mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy. A tak nie chciałem, żeby brzmiało, jak z tandetnego filmu". SMS. "Ja też się nie wysiliłam". SMS. "Kładź się już spać, bo późno". SMS. "Nie zasnę, bo zimno". SMS. SMS. SMS... "Daj mi 10 minut. Tylko się ubiorę". Godzina druga w nocy. SMS. "Jestem". SMS. "Ale jak wyjdę i Cie nie będzie to więcej się nie zobaczymy". Był. Wsiadła. Oboje nie wierzyli, że to się dzieje. Kilka ulic dalej. Serce groźnie grzmiało - chciało wyskoczyć. Wzięła głęboki oddech.

Mieszkanie pachniało drewnem. Było małe, przytulne, zakurzone. Piękne. - Dom - pomyślała. Otworzył wino. Usiedli w kuchni, na kanapie. Denerwował się. Na pewno. Nie potrafił tego ukryć. Rozmawiali. O wszystkim. A może prawie o wszystkim. David Lachapelle - kolorowa groteska. 5 rano... a może 6...
- Wiesz, że teraz musisz mnie zawieźć do domu?
- Mówisz poważnie?
- Jasne - uśmiechnęła się i szukała zgrozy na jego twarzy. - No dobra. Daj mi jakieś spodnie do spania. Padam na twarz.

Łóżko było dwuosobowe. Pościel jasna. Ona po jego lewej. Nie wiedział, co ma zrobić, co myśleć.
- Zachowaj się niestandardowo. Nie jak typowy samiec.
Przytuliła się mocno. Pachniał szczęściem. To miejsce pachniało szczęściem. Była szczęśliwa.
Rano zrobił kawę. Znalazła swoje miejsce na ziemi.
.......................................................................................................................................

29.01.2009...

- Proszę, porozmawiaj ze mną.
- Nie mamy o czym rozmawiać.
Czerwone od krwi, posiniaczone ręce. Spuchnięte od płaczu oczy. Prosiła. Nie chciał.

.......................................................................................................................................

11.03.2009

Było ciemno. Nie widziała jego twarzy. Miał charakterystyczny chód. On czy nie? Wolała nie... jednak on. Żołądek podszedł do gardła. Serce zawyło i wszystkie szwy puściły. Wyszedł. To dobrze. Zapalono światła. Ubrała kurtkę, odwróciła się. Nie wyszedł. Siedział za nią. Zamarła. Spuściła wzrok. W kącie zapaliła papierosa. Nie widziała jego twarzy. Udawał, że jej nie zna. Mijając go trąciła kurtkę. Przez dym przedarł się znajomy zapach. Wyszła. Była 20.00.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Opcja 'komentarze anonimowe' po co jest - każdy wie. Jeśli jednak komentarz będzie obraźliwy lub po prostu głupi (typu "ale to głupie")zostanie usunięty. Obraźliwy nie znaczy niezgodny z poglądami autorki ;)
Zachęcam do podpisywania się - będzie mi łatwiej odnosić się do komentarzy.