Jesteśmy odpowiedzialni za tych, których "oswoiliśmy" - tak sądzę. Niestety nie każdy chce taką odpowiedzialność wziąć na siebie, bądź też w momencie wiązania się w jakikolwiek sposób z inną osobą, nie zdaje sobie sprawy z tego, że staje się za nią odpowiedzialny. Tak właśnie ludzie, którzy wiele dla siebie znaczyli stają się wrogami. Jedna rysa na szkle i po bajce. Ci, którzy nie potrafią wziąć na barki siebie i tej drugiej strony jednocześnie, nie powinni wchodzic w relacje z innymi. W ogóle.
Każdy rodzaj związku może się rozlecieć. Czasem nawet nie zdąży się dobrze rozwinąć, jeszcze nie nabierze rumieńców, a już można go położyć do trumny.
Pytanie zasadnicze w takiej sytuacji brzmi: jak mnie wtedy potraktujesz? Udasz, że nigdy się nie znaliśmy? że wcale nie robiłeś rano kawy i nie całowałeś w szyję? i czy ja też mam udawać? Jeśli oboje tak potrafimy - w porządku. Co jednak, jeśli jedno z nas nie zmyje z siebie tak po prostu zapachu drugiego? co, jeśli słyszy w uszach głos, który śpiewał w samochodzie? co, jeśli pamięta dokładnie sposób, w jaki dłonie układały się na aparacie, jeśli widzi nad sobą twarz, której już nie zobaczy? Co wtedy?
Tu właśnie pojawia się kwestia odpowiedzialności. Czym ona jest, albo czym powinna być?
Wiem, że jest Ci ciężko, ale postaraj się zrozumieć..
Rozumiem - pękło Ci serce. Chodź więc na spacer - wytłumaczę Ci jeszcze raz..
Pomogę Ci - to oczywiste..
Nie odwracam się od Ciebie, ale w tej chwili nie potrafię stanąć na wysokości zadania..
Nie wyszło, ale nie musimy rozstać się jako wrogowie..
Dla mnie to też nie jest łatwe, ale uporamy się z tym..
Porozmawiamy, damy sobie trochę czasu do namysłu, poukładamy pewne sprawy..
itd..
Nie jestem alfą i omegą. Może odpowiedzialność nie na tym polega. Może to, co powyżej, to tylko zwykła ludzka przyzwoitość. Ale nawet ona podpowiada, że nie zostawia się na pastwę losu ludzi, którym pozwoliliśmy się do siebie zbliżyć i do których sami się zbliżyliśmy. Chociaż jesteśmy z krwi i kości, to nie ból fizyczny jest największą krzywdą. Nie przez niego cierpimy najbardziej. Najbardziej bolą słowa. To właśnie one tną głębiej niż żyletka; pozostawiają blizny, które nie bledną z czasem. Trzeba być odpowiedzialnym właśnie, żeby nie pociąć kogoś n kawałeczki. Odpowiedzialnym albo chociażby przyzwoitym. Przyzwoitym albo po prostu ludzkim.
Ludzcy ludzie. Takich jest najmniej...
środa, 11 marca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Opcja 'komentarze anonimowe' po co jest - każdy wie. Jeśli jednak komentarz będzie obraźliwy lub po prostu głupi (typu "ale to głupie")zostanie usunięty. Obraźliwy nie znaczy niezgodny z poglądami autorki ;)
Zachęcam do podpisywania się - będzie mi łatwiej odnosić się do komentarzy.