"Pytanie jest proste i odpowiedź jest prosta. Ale to nie jest takie proste" - talent Lecha Wałęsy do wygłaszania podobnych bon motów jest godny pozazdroszenia. Cała aula studentów (i nie tylko). Kamery, aparaty, mikrofony i On - "gwiazda" spotkania (o Andrzeju Gwieździe też było). Przyznaję - nie słuchałam całego wykładu, umykały mi pytania i odpowiedzi. Pewne kwestie mnie jednak poruszyły.
Po pierwsze ta najbardziej banalna - Człowiek - Elektryk stoi przed tłumem "wykształciuchów" i czuje się jak ryba w wodzie. Zna swoją wartość, wie co zrobił dobrze, a co mógł zrobić lepiej. Popełnia błędy językowe, uciekają mu myśli. Ale na sali czuć to coś w powietrzu... podziw? szacunek?
Po drugie pytania, które zadają młodzi zaliczam do wygodnych i tendencyjnych - nic świeżego. Da się to wytłumaczyć. Sama głosu nie zabrałam, może właśnie dlatego, że trudno zadać pytanie komuś, komu zadano już chyba wszystkie możliwie sensowne. Próba dyskusji z byłym prezydentem kończy się fiaskiem: ona stara się drążyć temat, Wałęsa krąży wokół teamtu, a aula jest poirytowana jej dociekliwością. Jakby akurat jemu nie wypadało zadawać niewygodnych pytań, jakby jego nie wolno było drażnić. Jakby on to wcale nie był on, tylko ON. A szkoda. Skoro pojawiła się jedna krnąbrniejsza to uważam, że trzeba było jej przyklasnąć i pozwolić trochę "powalczyć". Przypuszczam, że gdyby na miejscu Człowieka z Wąsem pojawił się Człowiek Bliźniak, to waliliby w niego pytaniami bez pardonu - im "wredniejsze" tym lepsze. A propos Człowieka Bliźniaka (obojętnie którego) - sam Człowiek z Wąsem nie omieszkał nieco z niego zakpić. Aula "zawyła" z zadowolenia (chleba i igrzysk; jak to fajnie, kiedy wali się w kogoś pomidorem).
Po trzecie - właśnie - czy wypada walić pomidorem w innych komuś, kto powszechnie uchodzi za żywą legendę; komuś, z kogo zdaniem liczy się świat polityki (i nie tylko)? Może lepiej wbić subtelną szpileczkę, utrzeć lekko nosa? I ma to w ogóle znaczenie, czy to pomidor czy szpila? Boję sie użyć tego słowa, żeby nie spadły na mnie gromy (poza tym mam jeszcze mleko pod nosem i pewnie mi nie wypada), ale co z KLASĄ? (i nie mówię tu o naszej ani waszej klasie tylko o jego Klasie).
Po czwarte razi mnie brzydota w połączeniu z pięknem. Jeśli coś jest piękne, to niech będzie takie od początku do końca. To samo z brzydotą. Nawet całościową brzydotę mogę uznać za piękną. Ale taka mieszanka mnie zniesmacza. Łączenie ważnych haseł - patriotyzm, solidarność, wolność, praca, poświęcenie etc. - z obrabianiem komuś tyłka, z szyderą - nie podoba mi się ani trochę.
Szanuję go. Nawet bardzo. Nie było mnie w kraju, kiedy on go zmieniał. On, a w zasadzie oni, bo przecież było ich więcej. Nawet, gdybym była, to niewiele mogłabym wskórać, nie przyczyniłabym się do suksesu - byłam berbeciem. Pamiętam tylko babcię, która gotując mi na kolację parówki zerkała nerwowo w telewizor i ogladała obrady okrągłego stołu. Dla niej ten facet z wąsem był wtedy wielki, ogromny. I dalej jest. I dla mnie tak samo. Chociaż nie potrafię podziwiać go tak bezkrytycznie jak ona.
Sprawa jest zatem prosta: on jest niezwykły i zasłużony i tego mu nikt nie odmówi...a jednak podziwianie go nie jest takie proste.
PS.: Nie ma co się doszukiwać w powyższym moich osobistych sympatii plitycznych - nie posiadam takowych ;)
wtorek, 10 marca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Opcja 'komentarze anonimowe' po co jest - każdy wie. Jeśli jednak komentarz będzie obraźliwy lub po prostu głupi (typu "ale to głupie")zostanie usunięty. Obraźliwy nie znaczy niezgodny z poglądami autorki ;)
Zachęcam do podpisywania się - będzie mi łatwiej odnosić się do komentarzy.