środa, 22 kwietnia 2009

Inwestycja na kocią łapę

Nic nadzwyczajnego. Po prostu nie marzy mi się i tyle. Nie chcę ani białej, ani ecru, ani w kolorze kości słoniowej ani bladego różu. Nie marze o orkiestrze, setce gości, welonie itp. Nigdy wcześniej nie marzyłam i do tej pory tak mi zostało. Niby nie warto używać słowa "nigdy", bo może nigdy nie dojść do skutku :), ale ja w kościach to czuję, że ślub - nigdy! Nie ja. Dzieciom nie mówię "nigdy" bo wiadomo - na hormony nie ma mocnych. Ale pragnienie stanięcia na ślubnym kobiercu mnie nie prześladuje.

Ha! Po pierwsze to trzeba mieć z kim ;) Ale nie w tym rzecz. Nawet jeśli taki odważny by się znalazł i nawet jeśli miałabym do niego ogromną słabość, to byłabym nieszczęśliwa, gdybym musiała rozważać kwestię oddania własnej ręki. No bo jak? To on miałby mieć 3, a ja tylko jedną? Już samo to nie bardzo mi się podoba. No i ten nieszczęsny kwitek, który jednak podpisać trzeba. Kolejna papierkowa robota. Jakby w życiu codziennym mało było biurokracji!
Kolejna rzecz: nazwisko. Z jakiej racji miałabym rezygnować ze swojego, skoro zupełnie nieźle do mnie pasuje? Całe swoje dotychczasowe życie byłam "M" i nagle miałabym się stać "X" "Y" albo "Z"? Można dwuczłonowe - zgoda. Jednak jak będę już podpisywała swoje zdjęcia fanom, to zajmie mi to caaaaałą wieczność ;) i zamiast kontynuowania niesamowitej, niespodziewanej kariery, spędzę ogrom czasu na smarowaniu długopisem po własnym wizerunku ;). Chyba, że on zechce dwuczłonowo; w to raczej wątpie. I w razie czego - biedne dzieci, w dzienniku szkolnym zawsze byłyby zapisywane inicjałami z braku miejsca w krótkich dziennikowych rubryczkach. Moje nazwisko to - podobnie jak moja ręka - część mnie. Nie pozbędę się dobrowolnie i bez sensu części siebie.

Może mentalnie zostałam gdzies tam w liceum, ale samo mówienie "Bo ja z mężem...bo mój mąż..." wydaje mi się takie...strasznie sztywne. Mówiąc coś podobnego czułabym się podwójnie źle: źle jako sztywniak i źle jako starszak. A mi jest dobrze mieć "chłopaka" (fakt - brzmi infantylnie i dziwnie - zwłaszcza jeśli "chłopak" ma np. 30 lat :) - wciąż jest jednak daleko z przodu przed "mężem") i być maluchem. [warto tu odnotować, że chwilowo kwestia mówienia o chłopaku "chłopak" nie spędza mi snu z powiek ;)]

Tak właśnie - zdecydowanie nie moja bajka. Jest w tym pewna rzecz, która szczególnie mnie zachwyca. Jeśli miałabym wziąć ślub i wyprawić wesele, to chciałabym takie z górnej półki. Zamierzam policzyć, ile taka impreza by mnie kosztowała i przeznaczyć w przyszłości na coś znacznie przyjemniejszego :). Interes życia ;)!

1 komentarz:

Opcja 'komentarze anonimowe' po co jest - każdy wie. Jeśli jednak komentarz będzie obraźliwy lub po prostu głupi (typu "ale to głupie")zostanie usunięty. Obraźliwy nie znaczy niezgodny z poglądami autorki ;)
Zachęcam do podpisywania się - będzie mi łatwiej odnosić się do komentarzy.