Nie zareagował nikt. Nikt nie okazał wsparcia ani nawet zainteresowania. Przez moment byłam trendowata; nikt nie chciał się na-/za- razić. Głowy odwrócone w drugą stronę, uszy nastawione z ciekawości. I nie były to same, bezbronne kobiety, ale dorośli i rośli mężczyźni. Tacy sami, jak Ci, z którymi się zmagałam.
Było mi wstyd. Wstydziłam się i bałam jednocześnie. Ich trzech, ja i czarnoskóry kolega. Biały dzień. Siedzimy na peronie skm w Sopocie. Śmiejemy się z głupot; zmęczeni długim dniem pracy. Podchodzą do nas - jeden staje naprzeciwko, jeden siada obok. Seria obelg. Nie - wcale nie pod adresem znajomego Kenijczyka. Obrażają mnie. Nie przebierają w słowach. Nie wiem dlaczego odpowiedziałam - nie było warto strzępić sobie języka; nie było warto narażać siebie i znajomego. Ale fala złości, która podeszła do gardła pociagnęła za sobą potok słów.
Jak z najgorszej sceny w filmie o rasistach.
"Jestem do tego przyzwyczajony" - powiedział znajomy. "Ja nie. I jest mi wstyd" - odpowiedziałam.
Przeraziła mnie agresja; przeraził mnie "odwrócony wzrok gapiów".
Wsiadłam do pociągu z duszą na ramieniu...
Do samych drzwi domu oglądałam się za siebie. Z ulgą przekręciłam zamek.
Chorzy ludzie.
PS: "7 lat mieszkałem na zachodzie i miałem święty spokój; od przyjazdu do Polski juz 5 razy na ulicy wyzwano mnie od małp... więc poszedłem i kupiłem banana."
niedziela, 24 maja 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
jesteśmy narodem buraków, żyję z tą świadomością od lat i trudno mi się z tym pogodzić, ale powoli się przyzwyczajam...
OdpowiedzUsuńZnów inność, inność, inność... Takie zachowanie jest jak Rosja: "Nie sposób pojąć jej rozumem, Nie sposób zwykłą miarką mierzyć."
OdpowiedzUsuńBuraki burakami, ale co się dzieje, że ludzie nie reagują w takich sytuacjach? Co się stało, że chęć ratowania własnego tyłka jest wieksza od ludzkiej przywoitości? Sam nie wiem jak bym się w takiej stuacji zachował.