niedziela, 10 maja 2009

Na peronie love story

Wracałam dzisiaj do Trójmiasta po weekendzie spędzonym u brata i jego przyszłej żony; jadę pociągiem - jest zupełnie przyjemnie. Czytam sobie gazetę, w przedziale bez tłoku. I tylko z każdym przystankiem czuje narastające poirytowanie.

Szybka analiza: nikt w przedziale nie mlaska, nie chrapie, nie chrząka, nie cmoka, nie szturcha mnie łokciem i nie je kanapek z kiełbasą; dzieci nie płaczą i nie paplają bo ich w przedziale nie ma, nikt nie słucha podkręconego na maxa agresywnego punka, nikt nie wypryskał się duszącymi perfumami; nie jestem też głodna, nic mnie nie boli, nie swędzi i nie gniecie. Co więc jest nie tak i czemu robię się z chwili na chwilę coraz bardziej zła? Bo oni się całują i ściskają! Bezczelni! Wysiadają z pociągu i hop siup - już sobie leżą w ramionach! Na każdej stacji to samo - no ludzie ileż można?! W miejscu publicznym - któż to widział!?

Tak - to prawda i nieuchronnie postępująca choroba - robię się wredną, zgorzkniałą i jędzowatą samotnicą. Jeszcze parę lat i dojdzie pewnie cyniczny przyjaciel gej, pies z rodowodem, którym będę się chwaliła na lewo i prawo [zamiast dzieci] i mały, drogi, snobistyczny samochodzik [daj Boże ]. Już słyszę, jak przy trzeciej butelce wina ja i mój przyjaciel-gej zamieniamy się w lożę szyderców i obrabiamy dupy tym jakże nieszczęśliwym i zupełnie przeciętnym ludziom, którzy pozakładali rodziny, wożą dzieci na basen i angielski, kupują hurtowo płatki śniadaniowe a na wakacje jeżdżą do resortów przystosowanych dla rodzin z dziećmi, gdzie ich pociechy całymi dniami tarzają się w kolorowych piłeczkach.Ci to muszą mieć c i ę ż k i e życie. Nie to co my - wciąż wolni i niezależni, nie musimy zmieniać pieluch, prać śliniaczków ubabranych tartą marchewką, chować głęboko do szuflady prezerwatyw i takich tam gadżetów, pytać, jakie wino woli druga połówka i dzielić się pilotem od telewizora; chodzimy do kina po to, żeby rzeczywiście obejrzeć film a nie pomiziać się z partnerem, zamiast głupio sentymentalnych spacerów po parku wolimy ciekawą książkę - oczywiście w absolutnej samotności bo tylko tak można się skoncentrować [okazuje się, ze samotność przy robieniu zakupów, zasypianiu, chorowaniu, odwiedzaniu znajomych i gotowaniu też sprzyja "koncentracji" - cisza, spokój...dużo tych "skoncentrowanych chwil...].

Taaaaak - pełnia szczęścia.

I tak jadąc sobie w stronę domu naoglądałam się tych nieokrzesanych skaczących ku sobie na peronach dzikusów. Phi!

A teraz idę na pocieszenie wciągnąć truskawki z bitką śmitką i lodami waniliowymi - też mi się coś od życia należy :)

1 komentarz:

  1. A ja sobie dolaczam do grona dzikusow. Czemu? Bo mam z kim w koncu i jestem z tego dziko szczesliwy. Ale bardziej z tego, ze co mnie obchodza ludzie w pociagu, ktorych prawdopodobnie nigdy nie poznam. A wyjatek potwierdza regule.

    OdpowiedzUsuń

Opcja 'komentarze anonimowe' po co jest - każdy wie. Jeśli jednak komentarz będzie obraźliwy lub po prostu głupi (typu "ale to głupie")zostanie usunięty. Obraźliwy nie znaczy niezgodny z poglądami autorki ;)
Zachęcam do podpisywania się - będzie mi łatwiej odnosić się do komentarzy.