Po 4.00 zaznałam poduszki. Do tego twardych sprężyn i zimnych stóp - własnych. Kilka razy na prawym, kilka na lewym, nawet na plecach było - i już wiedziałam ze guzik z tego wyjdzie. Trzy razy potknęłam się o krzesło, po czym dobrnęłam do klamki. Na dworze świtało. W łazience obejrzałam twarz - piękne sińce, półprzytomny i zupełnie nieinteligentny wyraz twarzy potwierdził utrapienie.
Wyrok był spodziewany, choć niesprawiedliwy - noc bez snu. Może przyczynił się do tego poza dzienny tryb pracy, a może promieniowanie ultrakomórkowe.
W kuchni czas ma swoje tempo. Do 5.00 była kawa i kanapka z pomidorem. Potem mocniejsze środki. Odurzenie lakierem do paznokci nie jest halucynogenne. Odurzenie zmywaczem do lakieru tez nie. Z samego rana jedno i drugie w nadmiarze powoduje mdłości.
Sklep otwierają o 8.00. Czas na frytki i gazetę.
poniedziałek, 1 czerwca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
mi promieniowanie ultrakomórkowe nie szkodzi ;)
OdpowiedzUsuńszczęśliwiec...na mnie ma działanie bezsennościowe ;)
OdpowiedzUsuń