Pół roku - tyle czasu musiało upłynąć, nim wróciło poczucie godności, spokoju. Serce już nie biło tak gwałtownie, uspokajało się, nabierało pokory, stawało się cierpliwe. Czasem wracały wspomnienia, ale nie biły z taką furią jak wcześniej, nie wkradały się pod poduszkę; niekiedy wyłaniały się z gęstej mgły, powisiały chwilę przed nosem i rozpływały się w powietrzu zabierając uczucie niepokoju i rozrzewnienia.
W sercu i życiu zrobiło się miejsce dla innych; smutna zimowa noc odchodziła w głęboką niepamięć i tak było dobrze. Z lustra spoglądała uśmiechnięta, pogodzona ze sobą twarz. Rysy już dawno wsiąkły w skórę - bezpowrotnie.
Dwa słowa wystarczyły, żeby zburzyć wypracowany i zasłużony ład i spokój. Dwa słowa bez skruchy, bez szacunku; aroganckie, jadowite, spadły z nieba w sam środek czyjegoś spokojnego już życia.
niedziela, 26 lipca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
"Spotkajmy się"?
OdpowiedzUsuń"Spotkajmy sie" byłyby do zniesienia...tamte nie były
OdpowiedzUsuńZapewne było to słynne już hasło Polski B: "Daj kamienia!" :)
OdpowiedzUsuń