piątek, 3 lipca 2009

...

Wstałam około południa i świat dalej istniał. Dokładnie tak powiedział, a nie wierzyłam. Wciąż czekam aż huknie, trzaśnie, otworzy się niebo i ziemia i wszystko szlag trafi.

Po tym, jak zapadłam się w niedoli i szlochu, czekam aż cała przestrzeń zamieni się w pożogę. Może w końcu zacznie się palić - spalą się wakacje, spalą się samotne wieczory i czerwony stół. Wszystko - łącznie z łąkami, dziećmi po nich biegającymi, dziećmi, które się nie urodzą i z moim niespełnieniem - zamieni się w ogromną pochodnię.

Kto nie spłonie, udusi się dymem. Ja pójdę na pierwszy ogień.

5 komentarzy:

  1. Poza czerwonym stołem nic nie spłonie, zobaczysz...

    OdpowiedzUsuń
  2. okazało się, że czerwony stół jest ognioodporny, tak jak cała reszta...

    OdpowiedzUsuń
  3. a mosty też są ognioodporne?

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie sprawdzałem, chyba nie chcę tego wiedzieć, nie tym razem...

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie też się nic nie spaliło.

    OdpowiedzUsuń

Opcja 'komentarze anonimowe' po co jest - każdy wie. Jeśli jednak komentarz będzie obraźliwy lub po prostu głupi (typu "ale to głupie")zostanie usunięty. Obraźliwy nie znaczy niezgodny z poglądami autorki ;)
Zachęcam do podpisywania się - będzie mi łatwiej odnosić się do komentarzy.