Wstałam około południa i świat dalej istniał. Dokładnie tak powiedział, a nie wierzyłam. Wciąż czekam aż huknie, trzaśnie, otworzy się niebo i ziemia i wszystko szlag trafi.
Po tym, jak zapadłam się w niedoli i szlochu, czekam aż cała przestrzeń zamieni się w pożogę. Może w końcu zacznie się palić - spalą się wakacje, spalą się samotne wieczory i czerwony stół. Wszystko - łącznie z łąkami, dziećmi po nich biegającymi, dziećmi, które się nie urodzą i z moim niespełnieniem - zamieni się w ogromną pochodnię.
Kto nie spłonie, udusi się dymem. Ja pójdę na pierwszy ogień.
piątek, 3 lipca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Poza czerwonym stołem nic nie spłonie, zobaczysz...
OdpowiedzUsuńokazało się, że czerwony stół jest ognioodporny, tak jak cała reszta...
OdpowiedzUsuńa mosty też są ognioodporne?
OdpowiedzUsuńNie sprawdzałem, chyba nie chcę tego wiedzieć, nie tym razem...
OdpowiedzUsuńU mnie też się nic nie spaliło.
OdpowiedzUsuń