Jestem na etapie, a raczej w fazie wygrzebywania z odmętów przeszłości miłosnych, czasem banalnych, a czasem nawet zupełnie kiepskich, a jednak sympatycznych melodii. Mam kilka swoich ulubionych; są też takie, które roztapiają tę klasycznie babską i sentymentalną część mojego ja. Takie, które sprawiają, że zaczynam się rozpływać, rozanielać, wręcz uromantyczniać.
Taki właśnie jest Ten kawałek. Gitara, która skamle na początku wywołuje automatyczne przymrużenie oczu. Sam głos nie powala, ale gdyby mi ktoś [ a najlepiej sam wykonawca ;)] wyszeptał do ucha taką melodyjkę, zapewne w mgnieniu oka stałabym się równie eteryczna jak ta powalająca pani w teledysku. Nie wiem, co tu jest najbardziej erotyczne: jej mokre włosy, jego przymarszczone, "zamyślone' czoło, ich twarze oklejone piaskiem...a może ta niesamowicie smukła szyja...a może raczej to, jak on tę szyję całuje i dotyka...
Szczęście jest ponoć w tym momencie zaraz przed pocałunkiem, nie w trakcie, nie po, tylko na milimetr przed... kiedy już już, a jeszcze nie...coś jak w 3minucie 25sekundzie...
sobota, 8 sierpnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ta pani z teledysku zafundowała mi kilka dobrze przespanych nocy ;]
OdpowiedzUsuń????
OdpowiedzUsuń