wtorek, 24 marca 2009

Wolę silną wolę

Za każdym razem, kiedy zamierzam przechytrzyć swój organizm, on się mści tak okrutnie, że zapada mi to w pamięć na dłuuuuugo. Niestety - nie na zawsze. "Starsza to ty może będziesz, ale mądrzejsza to już na pewno nie" mawia mój Współspacz i nie wie chyba nawet, ile w tym racji.

Nie głodówka, nie Magiczne Ziółka Ojca Jacka Placka ani cudowne pigułki z Bąbiem - Trąbiem. A już na pewno nie więcej kawy i papierosów, żeby przyspieszyć przemianę materii i oszukać ssanie. Nieskutecznie wypada też zakochanie, bo kiedy jestem zakochana, to czuje się akceptowana, a jak tak się czuję, to po cholerę się katować dietą? :)
Marny jest też "sposób na za małe ciuchy" czyli wyciągnięcie z szafy wszystkich za małych szmatek i obiecanie sobie, że za pół roku (phi - za miesiąc!) będą leżały jak ulał. Spodnie pijące w boki i wrzynające się w tyłek tylko bardziej frustrują. A wiadomo: frustracja = żarciuchno. Nie ma też sensu wmawianie sobie, że kochanego ciała nigdy za wiele, że więcej ciała do kochania i że prawdziwa kobieta musi być miękka. Nie musi! Już nie! Wręcz nie powinna być. A szkoda... Nic to. Trzeba po prostu pogodzić się z myślą, że twarożek ze szczypiorkiem (choć pyszny) nigdy nie będzie smakował jak czekolada z orzechami, a ta z kolei nigdy nie nabierze właściwości grapefruit'a. Silna wola, sportowe buty i do boju!

A propos silnej woli...

Sobota w rodzinnym domu. Urodziny Taty. Będą goście. Kuchnia zastawiona jedzeniem po horyzont i podłogę. Wędzony łosoś, sałatka krabowa, ciasto czekoladowe -wszystko mnie woła i szczerzy się do mnie. Najchętniej bym się w tym jedzeni wykąpała! Ale nie! Grzecznie skubię swoją sałatę z dodatkiem rybnej brei - ohyda. Porcja głodowa. Robię, co do mnie należy i wycofuję się do siebie na górę. Zwycięstwo!!! Sobota mija, a ja wciąż trwam przy swojej diecie! Nie wciagnęłam nawet połowy nadprogramowej mandarynki! Moja silna wola jest ogromna, żelazna! Jak to przetrwałam, to nic mnie już nie ruszy.
Niedziela. Na śniadanie czarna kawa. W ciągu dnia tylko jedna porcja ryby i nic poza tym. Do tego wody i zielonej herbaty ile wejdzie. 7 dzień diety jest najgorszy. Wieczorem czuję się jak po miesięcznej grypie - słaba i wyjałowiona. Poniedziałek. Śniadanie - kawa. W drodze na zajęcia robi mi się słabo, ręce się trzęsą. Oczy podkrążone. 3.5 kg mniej! Sukces? Porażka!!! Telefon do mamy: pakuj jedzenie, ktoś je zaraz odbierze. Koniec diety.

Nigdy przenigdy więcej! Założenie było takie, że chce schudnąć a nie umrzeć do cholery! Dobrze, że mózg mam jeszcze w miarę sprawny i wyczułam kiedy przestać! Dobrze w ogóle, że przy tej diecie nie popełniłam jakiegoś aktu autokanibalizmu!
W domu ryba i sałata (tak - znowu - ale do sałaty dodałam paprykę), żeby organizm szoku nie dostał. Potem trochę bananów z jogurtem... potem kawałak czekoladowego ciasta... potem grapefruit i pomarańcza... potem zupa a'la Współspacz... potem miska salatki krabowej... i to wszystko przyklepane jogurtem z płatkami czekoladowymi...

Nie dostałam skrętu kiszek ani odruchów wymiotnych - to już coś ;)
Jutro pewnie waga wskaże jakis 1 kg więcej ale pal licho!!! Są tacy, którzy zostali stworzeni do celów wyższych i jestem ja - ta od "misji jedzenie" :) Przynajmniej na łożu śmierci nie bedzie mi szkoda tej cholernej kostki czekolady, której mogłam sobie odmówić, a nie odmówiłam.. tych 30 sekund czekoladowego szczęścia (nie drodzy Panowie - 30 sekund to wcale nie jest cała wieczność!! to tylko 30 sekund!!! ;D)....ech...


PS: celowo nie podaję nazwy śmiercionośnej diety, bo jeszcze komuś do łba strzeli, żeby wypróbować.

6 komentarzy:

  1. ..:)
    Pociesz się, że jedynym skutecznym środkiem "dietogennym" jest stan przed zako....:)

    Wówczas nie musisz się oglądać na gramy, kilokalo i inne wartości odżywcze..:)

    Może złą droga idziesz..?
    Nie dieta lecz człowiek :)

    Powodzenia...

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie to mnie najbardziej martwi a nie pociesza! Zeby sie zakochać trzeba sie odchudzic? ;) tzn zeby to takie zakochanie z wzajemnością było :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem 'ktos', jak milo :)

    OdpowiedzUsuń
  4. poziom jak z Wysokich Obcasów.
    nie, to nie jest komplement.

    OdpowiedzUsuń
  5. co jest nie tak z Wysokimi Obcasami?

    OdpowiedzUsuń
  6. niewygodne i stopa się deformuje.

    OdpowiedzUsuń

Opcja 'komentarze anonimowe' po co jest - każdy wie. Jeśli jednak komentarz będzie obraźliwy lub po prostu głupi (typu "ale to głupie")zostanie usunięty. Obraźliwy nie znaczy niezgodny z poglądami autorki ;)
Zachęcam do podpisywania się - będzie mi łatwiej odnosić się do komentarzy.