Są takie rzeczy, odczucia, stany widoki, smaki, które zawsze wprowadzają w stan szczególnego, przyjemnego otępienia, a jednocześnie doprowadzają zmysły do skrajnej percepcji. Dają poczucie nienaturalnej trzeźwości, kreują czwarty wymiar.
Pierwsze truskawki. Chropowata powierzchia - każde zielone nasionko na czerwonej skórce wyczuwalne pod opuszkami palców. Dodatkowo piasek i zielone, matowe listki. Smak rozchodzi się na języku; w pierwszych sekundach kwaśne nuty pod językiem i na jego brzegu, ślina napływa do ust. I nagle delikatne lato pod podniebieniem. Świeży, słoneczny, wczesny letni poranek przed oczami. Nos wychwytuje aromat. W głowie czerwono-zielone kulki. Miękki miąższ rozpływa się na języku; nie trzeba gryźć - wystarczy rozgnieść językiem o podniebienie. Delikatny, lekko wodnisty sok spływa do gardła.
Schodzisz z plaży. Włoski na rękach wyraźnie jaśniejsze, spalone słońcem. Dłonie ciemne, paznokcie jasne. Gdzieniegdzie przyklejone małe kolonie złotego piasku. Słońce męczy, ciało jest cięzkie, ale szczęśliwe.
Zdejmujesz ubrania, wchodzisz pod prysznic. Chłodna woda opłukuje rozgrzaną skórę, zmywa resztki piaszczystego wybrzeza. Ciało szybko wysycha. Zimny, biały balsam maluje na ciemnym tle abstrakcyjne wzory. Odpoczywasz. Patrzysz w lustro: bielsze niz zwykle zęby, dłonie; oczy błyszczą. Na granicy czoła drobny meszek przybrał kolor bardzo jasnego blondu. Bierzesz do ręki chłodną koszulę, zakładasz na ramiona, zapinasz guziki. Biała koszula na opalonym, nawilżonym, aksamitnym ciele.
Jest tylko jeden taki zapach na świecie. Na skroniach i na karku. Każdy go zna i każdy ma swój ukochany. Taki, przy którym zamykasz oczy i widzisz obrazy podpisane szczęściem lub łzami. Chwile pachnące Osobą. Przysuwasz nos do skroni i wiesz, ze jesteś w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i z odpowiednim Człowiekiem. Bądź tez budzisz się w nocy, szukach ukochanych pleców, dłonią odnajdujesz drogę do szyi, przysuwasz twarz do rozgrzanego karku i zasypiasz w poczuciu całkowitego bezpieczeństwa.
Tak pachnie Mama, Dziecko, On, Ona...
Nikt nie będzie cieszył się bardziej bezinteresownie niz on. Otwierasz drzwi i juz słyszysz znajome skrzypienie wikliny. Tupot łap. Zza rogu wyłania się mokry nos, zaspane oczy. Ogon kręci się jak młynek. Owijasz aksamitne ucho wokół palca - najpierw jedno, potem drugie. Przesuwasz dłoń po przesiąknietej lasem i błotem sierści. Radosne włochate ciało klei się do nóg, przymyka oczy z radości. Rózowy język wita się z dłonią. Radość absolutna.
wtorek, 7 kwietnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Opcja 'komentarze anonimowe' po co jest - każdy wie. Jeśli jednak komentarz będzie obraźliwy lub po prostu głupi (typu "ale to głupie")zostanie usunięty. Obraźliwy nie znaczy niezgodny z poglądami autorki ;)
Zachęcam do podpisywania się - będzie mi łatwiej odnosić się do komentarzy.