Za kogo? Za panią w sklepie. Chociaz "panią" to mocne nadużycie w tym przypadku. Za młodą, wredną, niewychowaną siksę - tak lepiej.
Dwie panie z zagranicy na zakupach - mama z córką. Rysy bardzo azjatyckie, ciemna karnacja, skośne oczy, ciemne włosy. Kulturalne, modnie ubrane, mówią po polsku, słychać akcent (najprawdopodobniej jakis region Rosji).
Panie - zupełnie jak ja z mamą - spacerują między pułkami, ogladają. Znajdują coś godnego przymiarki. Buty.
Ekspedientki - 3 młode, 1 starsza (prawdopodobnie kierowniczka). Stoją na środku sklepu (a sklep taki z droższych trochę, spodziewałam się klasy) - śmiechy, chichy, high life. W końcu Pani-z-Zagranicy prosi o jakieś buty; czeka wraz z córka cierpliwie. Ekspedientka idzie opornie po obuwie, w drodze powrotnej ucina sobie pogawędkę z koleżanką. A Pani-z-Zagranicy wciąż czeka. Czeka i obserwuje sytuację. I w końcu grzecznie upomina się o towar. Ekspedientka zła, burczy.
Kręcę się po sklepie, niegrzecznie podsłuchuję i wścibsko śledzę bieg wydarzeń. Buty za małe lub za duże. Córka Pani-z.-Z. prosi znów o wymianę. Ekspedientka przychodzi z kartonem i rzuca go od niechcenia pod nogi dziewczyny, do tego nie odpowiada na pytanie, które ta jej zadała. Pani-z.-Z. traci nerwy. Podobnie moja mama, która dzielnie wspiera Panią-z.-Z. Podobnie ja, bo chamstwa nie zniesę! Ekspedientka milknie, bo zewsząd lecą na nią gromy (kulturalne - rzecz jasna - ale cięte i na tyle skuteczne, żeby jej poszło w pięty).
Wstydzę się okropnie. Za tę durną małolatę, która słysząc akcent ze wschodu chciała sobie ulżyć, może wyładować jakieś frustracje. Wstydzę się za kierowniczkę sklepu, która w ogóle nie zareagowała, jedynie przesłodzonym jadowitym głosem dokończyła obsługę i skasowała towar. Moja mama klucha w gardle, ja łzy w oczach. A Pani-z.-Z. mówi, że choć chciała tu zostawić dobre pieniądze, to idzie dalej, bo w takim sklepie nie warto.
Czy taka sytuacja miałaby miejsce, gdyby panie mówiły między sobą po niemiecku, angielsku, włosku? Czy durnej małolacie nie przyszło do głowy, że ktoś mógłby ją tak potraktować na zachodzie? A może nie przyszło jej nawet do głowy, że jest tam właśnie od tego, żeby biegać z butami, spodniami, kieckami, być miłą dla klientów (jeśli ci są mili) i sprzedawać towar?! Na pewno natomiast nie przyszło jej do głowy, że jest po prostu rasistką. A ja za jej rasizm się wstydu najadłam. Więcej słów mi szkoda. Kropka.
sobota, 2 maja 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Witaj,
OdpowiedzUsuńCięzko się jednoznacznie odnieść do tej sytuacji nie znając szczegółów, ale czy na pewno Kobieta-bez-Kultury pastwiła się nad Kobietą-z-Zagranicy z powodu jej takiej a nie innej nacji? Może po prostu miała zły dzień i postanowiła się popastwić na pierwszej napotkanej osobie? Rzecz jasna nie pochwalam takiego zachowania, ale czy ta teza nie jest nieco naciągana? Powtarzam, nie widziałem zaistniałej sytuacji, więc cieżko jest mi się do niej jednoznacznie odnieść.
Rasizm, czy to nie za ostre słowo? Może po prostu jakaś antypatia? Swoją drogą dość popularna wśród naszego narodu. Pytanie dlaczego my tak nie lubimy innych narodów, co jest takiego w innych, że stają się "Niemaszkami" czy "Angolami"? Czyżby to był efekt faszerowania nas od dzieciństwa historią przegranych wojen, ucisku i nieudanych powstań? To odwieczne wspominanie o wrogach, które teraz podświadomie każe nam szukać sobie nowych, a na Niemcach mścić się za Grunwald.
Gdy jeszcze byłem młody i piękny ;) żyłem przeświadczeniem, że stereotypem żywi się tylko starsze pokolenie, że młodzi, że emigracja, że kontakty mmiędzynarodowe, że zmiana postrzegania niektórych spraw. Bzdura. Mamy inwazję "ciapatości" i rusofobii. Co ciekawe, emigracja rodzi także pogardę dla rodzimych mniejszości narodowych, ale to temat na dłużą wypowiedź.
Dlaczego? Dlaczego poznanie rówieśników zza granicy nie powoduje, że witając się z Rumunem przestajemy kurczowo pilnować portfela? Czym różni się ten drugi człowiek oprócz rysów twarzy i języka? Co ciekawe to też problem innych nacji, nie tylko naszej. Dlaczego w XXI wieku, rzekomo wieku rozumu, logiki i wielkiego rozwoju cywilizacji nie potrafimy pojąć tak prostych spraw?
A właśnie nie - tym razem eufemizmy typu "antypatia" zostawiam na półce. Choc nie jestem skora do upartego oceniania sytuaji i obstawania przy swoim na siłe, to to jednak było jednoznaczna. Panna gdaka z kolezankami, śmieje się od ucha do ucha, do innych odnosi sie normalnie, tylko skośnooka jej wadzi?
OdpowiedzUsuńPowiem tak: z wieloma narodowościami miałam do czynienia; okazuje się, że stereotypy nie biorą się z powietrza i wiele przykrych opinii ma pokrycie w rzeczywistości. Wiele też jednak to bzdury z palca wyssane. Rumuni, Bułgarzy, Słowacy, Rosjanie - świetni ludzie. Amerykanie - otwarci, niestety wiedza ogólna rzeczywiście u nich kuleje, ale nadrabiają serdecznością. Niemcy - tu jeszcze wiele lat minie zanim temat przejdzie bez echa i nie warto się łudzić, że jak młody i z wojną nic do czynienia nie miał, to go antypatia nie tknie. Jak obejrzy "Ucieczkę z Sobiboru" czy innego Korczaka to się za głowę złapie i gdzieś w podświadomości zostanie mu ten okruch jakiegoś wstrętu.
Osobiście staram się zawsze zaczynac od myśli, że nie chciałabym, aby ktoś widział we mnie złodzieja, lenia czy kombinatora. I po takim wstępie łatwiej idzie łamanie lodów.
"Niemiaszki i Angole" biorą się z kompleksów i wściekłości - tej historycznej - to prawda. Ze to Polska dostała po dupie i jako ta najbardziej pocharatana powinna być całowana po rękach. A jak jest traktowana w rzeczywistości - tu sobie każdy sam odpowie.
Zamiast całościowego ogladu dobrze byłoby, żeby każdy zaczął od siebie i wygrabił swoje podwórko zamiast mówić, że tu to tak brudno i smutno. A tam u "Niemiaszków" to Ordnung jak ta lala! I dalej zaraz kolejna myśl: "nie dosc ze nas napadli, to jeszcze podwórka mają ładniejsze! łotry!"...
"Czym różni się ten drugi człowiek oprócz rysów twarzy i języka?" - właśnie! Dotknąłeś sedna sprawy - to jedno słowo - "różni"! Jest inny, a co inne to groźne, bo nieznane. I zamiast poznać, lepiej go ofukać i zdyskwalifikować przed startem jeszcze.
Zgadzam się z Tobą prawie w całości, nie pasuje mi do całości układanki tylko ostatni akapit. O ile w przypadku żyjących w Polsce ta teoria się trzyma, to co z emigrantami?
OdpowiedzUsuńMożna żyć w strachu i swojej małej iluzji przez dzień, dwa, tydzień. Ale idąc do pracy, gdzie współpracownicy są narzucani odgórnie i nie ma się możliwości ich doboru trzeba być ostatnim cepem, żeby nie zauważyć, że ten skośnooki z biurka naprzeciwko pracuje dokładnie tak samo jak my, albo i lepiej. Z biegiem czasu jesteśmy podświadomie oswajani z faktem, że jest dokładnie taki jak my. Więc dlaczego nadal w nas ta nienawiść? Czego jak czego, ale zbyt wielu historycznych zaszłości z Indiami, Pakistanem czy Chinami (pomijam wojnę w Mandżurii) nie mieliśmy.
Żeby nieco optymistyczniej zakończyć wspomnę o pewnym ciekawym wydarzeniu. Moi dziadkowie mieszkają na terenach Ziem Odzyskanych. Z oczywistych powodów cześć mieszkańców żyje w domach, które powstały jeszcze "za Niemca", jak to się ma tam w zwyczaju mówić. Jakież było zdziwienie mieszkańców wioski, kiedy pewnego dnia w połowie lat '90 pojawiło się paru Niemców, którzy przyjechali zobaczyć jak mieszkali ich rodzice. Reakcja mieszkańców (głównie starsi ludzie) była oczywiście różna. Niemała grupa zaczęła bić w narodowy bęben, wieszczyć apokalipsę i rychłe pozwy o odzyskanie własności ojców. Ale pojawili się też ludzie (niekoniecznie najmłodsi, niejednokrotnie pamiętający czasy wojny), którzy potrafili porozmawiać z nimi jak człowiek z człowiekiem, zaprosić ich na kawę i pokazać kawałek ich własnej, rodzinnej historii. Od tego czasu takie wizyty powtórzyły się jeszcze kilka razy, choć z biegiem czasu coraz rzadziej. Okazuje się, że można, że są ludzie świadomi pozycji jednostek w tym wielkim historycznym kotle.
Oby więcej takich historii jak Twoja i mniej takich, jak moja :)
OdpowiedzUsuń