czwartek, 28 maja 2009

Plan pierwotny

Moze wrócę do planu pierwotnego: znajdę nadzianego królewicza, będę rodziła dzieci i - między spieraniem tartej marchewki a oglądaniem w lustrze kolejnych zmarszczek i poporodowych rozstępów - pisała ksiązkę o byle czym, którą nadziany królewicz wyda własnym sumptem???

Ksiązka o byle czym sprzeda się nędznie, tzn w ogóle się nie sprzeda. Nadziany królewicz zacznie robić mi wymówki i pyskówki; w domu zagoszczą częste awantury i przepychanki. W ramach zgody spłodzimy kolejnego potomka. Wszystko skończy się jednak rozwodem jak w Hollywood - będziemy wzajemnie przebijać sobie opony w samochodach i ciąć na strzępy ubrania od tandetnych włoskich i francuskich projektantów. Będziemy buntować dzieci i rozpuszczać wśród znajomych obrzydliwe plotki.

Rozwód z orzeczeniem winy puści mnie z torbami. Drogi i gówniany prawnik rozłoży ręce i zgarnie wynagrodzenie. Od ciąży spuchną mi palce i nie będę nawet mogła zdjąć obrączki. Urodzę juz jako rozwódka. Popadnę w depresję - najpierw poporodową, potem w regularną. Roztyję się do monstrualnych rozmiarów; tłuste włosy, wyciągnięty dres i pet w zębach - taki będzie mój codzienny urok. Kontakt z dziećmi będzie ograniczał się do gotowania obiadów i zmieniania pieluch. Do przedszkola nie będą chodziły, bo mnie stac nie będzie. Wszystki święta i wakacje będą spędzały z ojcem, który wciąz będzie opływał w luksusy. Comiesięcznie alimenty pójda na górę słodyczy i przekąski w makdonaldzie.

Dzieci będą się mnie wstydziły i coraz częsciej opowiadały o nowej narzeczonej tatusia. Narzeczona będzie długonogą, wąskotalią, pustogłową rudą pięknością z ognistymi seksownymi piegami i zielonymi oczami. O ile mogłabym tez przefarbować się na rudo, to z całą resztą będzie kłopot. Popadnę w jeszcze większą depresję. W akcie desperacji rzucę się z okna, zapominając, że mieszkam na parterze. Dotrze do mnie cała moja beznadziejność i popadnę w szał histerycznego smiechu. Zabiorą mnie silni panowie i umieszczą w bezpiecznym, białym pokoju bez klamek i okien. Posiedzę tam dwa, trzy lata.
Poukladam sobie w głowie, a nędzne szpitalne jedzenie pomoże mi zrzucić sadło do rozmiaru 36.

Kiedy wyjdę, kupię psa i kawalerkę na kredyt. Wszystkie ściany pomaluję na krzykliwe kolory, a największym pomieszczeniem w domu będzie kuchnia. W pięknej kuchni będę codziennie zasiadać do starej maszyny do pisania (na komputer jeszcze mnie nie stać) i na niej właśnie napisze swój pierwszy bestseller. Wszystkie doświadczenia złożę w mądrą całość i zaniosę do jakiegoś niszowego, bankrutującego wydawnictwa. Wydadzą moje wypociny nie płacąc mi honorarium. Książka o przejściach przeciętnej kobiety która chciała być nieprzeciętna zawojuje rynkiem czytelniczym.

Prawa do książki odkupią kolejno: ważne wydawnictwo o ugruntowanej rynkowej pozycji, Steven Spielberg do własnej skromnej, kilkusettysięcznej biblioteczki podręcznej oraz Time Warner.

Będę sławna, bogata i powrzechnie uznawana za utalentowaną. Byłego męża szlag trafi, a dzieci wróca z podkulonymi ogonami i na nową pokochają mamusię.
A ja większość życia spędzę w swojej małej ale dużej kuchni. Może kupię laptopa i ekspres do kawy. Pojadę do Rosji, Japonii i na Fidżi. Dam parę wykładów na Uniwersytecie Columbia.

I będę szczęśliwa.

4 komentarze:

  1. Dobry plan. Sugeruję jednak małą modyfikację. Skoro już znasz zakończenie, to od samego początku małżeństwa zbieraj haki na swojego męża pod kątem orzeczenia winy przez sąd. Wtedy wynajmij drogiego i dobrego prawnika od rozwodów i pewną, być może niezbyt miłą część Twojego planu da się uniknąć :-).

    OdpowiedzUsuń
  2. a o czym wtedy napiszę książkę? plan jest taki, ze najpierw musze sie załamać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. 5 lat na Psychologii i potem bedziesz mogla pisac o zalamywaniu (sie) innych. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Psychologiem raczej nie bede...ani psychiatrą..psychotykiem - może [na pewno to chciałam napisac??? ;)]...

    OdpowiedzUsuń

Opcja 'komentarze anonimowe' po co jest - każdy wie. Jeśli jednak komentarz będzie obraźliwy lub po prostu głupi (typu "ale to głupie")zostanie usunięty. Obraźliwy nie znaczy niezgodny z poglądami autorki ;)
Zachęcam do podpisywania się - będzie mi łatwiej odnosić się do komentarzy.