Dzieciaki z zielonej szkoły władowały się tłumnie do pociągu. Wcisnął się do załadowanego przedziału i On. Konduktor gwizdnął i cała maszyneria ruszyła z mozołem..."i kręci się kręci się koło za kołem"...
Sześć lekko czerstwych bułek, opakowanie po szynce włoskiej, materac na podłodze, nienaruszony słoiczek zielonych oliwek i niedokończona paczka hallsów - tyle zostało. Aaaa - i jeszcze mięsień sercowy jakoś gwałtownie się rozrósł. Wszystko ozdobione wytarzanymi w wilgotnej trawie wspomnieniami niecałych czterech dni.
W pracy byłam zbyt miła i wpuściłam za dużo nienadających się do wpuszczenia osób - niech poznają chamskie serce ;).
Ja zgłupiałam, a On nie zmądrzał.
Niedługo pojadę na wycieczkę. Zawiozę mu te hallsy.
sobota, 6 czerwca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
zmądrzenie nie wchodzi w grę, przypadek beznadziejny i wymagający leczenia ;)
OdpowiedzUsuń