poniedziałek, 13 lipca 2009

Okruchy

Przebudziła się w nocy i znowu poczuła silne pragnienie. Zwinnym ruchem odrzuciła kołdrę, lekko spuchnięte stopy wsunęła w niebieskie kapcie. Ostrożnym krokiem dotarła do kuchni, nie zapaliła światła. Mrok wypełniło światło lodówki, której drzwi szeroko otworzyła. Sięgnęła po karton mleka; przechyliła głowę i piła łapczywie. Poczuła też głód, który od pewnego czasu nawiedzał ją w różnych miejscach i momentach. Nie - to nie głód, raczej niemożliwa do opanowania ochota. Złapała puszkę marynowanej kukurydzy. Małe kolby łowiła szczupłymi palcami. Usiadła na drewnianej, niedawno cyklinowanej podłodze przy otwartej lodówce. Żółte kolby popijała jogurtem ananasowym, a gdy opróżniła pojemnik, poczuła mdłości. Te jednak szybko przeszły; zaczęła skubać ciasto czekoladowe.

Jedną ręką gładziła wciąż niewielki, ale już wypukły, okrągły brzuch. Małe, czekoladowe okruchy wędrowały do ust jeden po drugim. Nie miała żadnych wątpliwości. To było to. Długo szukała w złym miejscu; długo szukała nie tego, co chciała znaleźć.

Ono jednak znalazło ją pierwsze. Zupełnie niespodziewanie zamieszkało w niej, nie opuszczało na krok. Wypełniło ogromną wieloletnią pustkę, którą desperacko próbowała zapchać.
Rosło, dawało ukojenie i szczęście. Nie mogła się doczekać, kiedy spotkają się vis-a-vis.

3 komentarze:

  1. kto jest tatą? ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. nie :) to tylko taka opowiastka :) ale przynajmniej zrozumiałes, bo niektórzy podejrzewali mnie o zwykłe łakomstwo ;D

    OdpowiedzUsuń

Opcja 'komentarze anonimowe' po co jest - każdy wie. Jeśli jednak komentarz będzie obraźliwy lub po prostu głupi (typu "ale to głupie")zostanie usunięty. Obraźliwy nie znaczy niezgodny z poglądami autorki ;)
Zachęcam do podpisywania się - będzie mi łatwiej odnosić się do komentarzy.