Bierzemy cztery nieduże, zielone jabłka [mogą być z przeceny w Almie]. Odkładamy na kilka dni, aby pięknie pokryły się kurzem. Nie myjemy. Nie kroimy. Nic nie robimy. Wrzucamy na patelnię uprzednio ubabraną olejem z suszonych pomidorów i bazyliowym pesto. Nachylamy się z aparatem. Pstrykamy. Smacznego ;)
poniedziałek, 8 czerwca 2009
niedziela, 7 czerwca 2009
Pozdrowienia z Trójmiasta
Chyba to muszę lubić. Gdy ktoś włazi mi z buciorami, zupełnie bez pytania, ja zamiast wypieprzyć buty i właściciela za drzwi, grzecznie zamiatam piasek i ustawiam obuwie elegancko w przedpokoju.
Ja zawsze wszystko rozumiem i zawsze wybaczam. Głaszcze po płaskich główkach i trzymam za koślawe rączki. Aż sama dostaje reumatycznego bólu okołoklatkowopiersiowego.
Chętnie zapadnę na chorobę pt. "Mam to w dupie".
Ja zawsze wszystko rozumiem i zawsze wybaczam. Głaszcze po płaskich główkach i trzymam za koślawe rączki. Aż sama dostaje reumatycznego bólu okołoklatkowopiersiowego.
Chętnie zapadnę na chorobę pt. "Mam to w dupie".
sobota, 6 czerwca 2009
Wyjazd z misją
Dzieciaki z zielonej szkoły władowały się tłumnie do pociągu. Wcisnął się do załadowanego przedziału i On. Konduktor gwizdnął i cała maszyneria ruszyła z mozołem..."i kręci się kręci się koło za kołem"...
Sześć lekko czerstwych bułek, opakowanie po szynce włoskiej, materac na podłodze, nienaruszony słoiczek zielonych oliwek i niedokończona paczka hallsów - tyle zostało. Aaaa - i jeszcze mięsień sercowy jakoś gwałtownie się rozrósł. Wszystko ozdobione wytarzanymi w wilgotnej trawie wspomnieniami niecałych czterech dni.
W pracy byłam zbyt miła i wpuściłam za dużo nienadających się do wpuszczenia osób - niech poznają chamskie serce ;).
Ja zgłupiałam, a On nie zmądrzał.
Niedługo pojadę na wycieczkę. Zawiozę mu te hallsy.
Sześć lekko czerstwych bułek, opakowanie po szynce włoskiej, materac na podłodze, nienaruszony słoiczek zielonych oliwek i niedokończona paczka hallsów - tyle zostało. Aaaa - i jeszcze mięsień sercowy jakoś gwałtownie się rozrósł. Wszystko ozdobione wytarzanymi w wilgotnej trawie wspomnieniami niecałych czterech dni.
W pracy byłam zbyt miła i wpuściłam za dużo nienadających się do wpuszczenia osób - niech poznają chamskie serce ;).
Ja zgłupiałam, a On nie zmądrzał.
Niedługo pojadę na wycieczkę. Zawiozę mu te hallsy.
poniedziałek, 1 czerwca 2009
Byle do 8.00...
Po 4.00 zaznałam poduszki. Do tego twardych sprężyn i zimnych stóp - własnych. Kilka razy na prawym, kilka na lewym, nawet na plecach było - i już wiedziałam ze guzik z tego wyjdzie. Trzy razy potknęłam się o krzesło, po czym dobrnęłam do klamki. Na dworze świtało. W łazience obejrzałam twarz - piękne sińce, półprzytomny i zupełnie nieinteligentny wyraz twarzy potwierdził utrapienie.
Wyrok był spodziewany, choć niesprawiedliwy - noc bez snu. Może przyczynił się do tego poza dzienny tryb pracy, a może promieniowanie ultrakomórkowe.
W kuchni czas ma swoje tempo. Do 5.00 była kawa i kanapka z pomidorem. Potem mocniejsze środki. Odurzenie lakierem do paznokci nie jest halucynogenne. Odurzenie zmywaczem do lakieru tez nie. Z samego rana jedno i drugie w nadmiarze powoduje mdłości.
Sklep otwierają o 8.00. Czas na frytki i gazetę.
Wyrok był spodziewany, choć niesprawiedliwy - noc bez snu. Może przyczynił się do tego poza dzienny tryb pracy, a może promieniowanie ultrakomórkowe.
W kuchni czas ma swoje tempo. Do 5.00 była kawa i kanapka z pomidorem. Potem mocniejsze środki. Odurzenie lakierem do paznokci nie jest halucynogenne. Odurzenie zmywaczem do lakieru tez nie. Z samego rana jedno i drugie w nadmiarze powoduje mdłości.
Sklep otwierają o 8.00. Czas na frytki i gazetę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)